Okazje dnia

poniedziałek, 4 listopada 2019

Książki pod strzechy





O, gdybym kiedy dożył tej pociechy,
Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy!

Mickiewiczowskie hasło "książki pod strzechy" miało już wiele prób realizacji.
Opuszczę starsze dzieje, które przysłużyły się w Polsce likwidacji amanfabetyzmu, pora się zająć tym nowszym analfabetyzmem w innej postaci.


Co prawda - czytać to już prawie każdy potrafi (gorzej z pisaniem), ale cywilizacja obrazkowa coraz bardziej odchodzi od słowa drukowanego.
Czytelnictwo książek w Polsce jest coraz niższe. 

W 2018 r. 37 proc. badanych zadeklarowało przeczytanie jednej książki (w 2017 – 38 proc., ta różnica mieści się w granicach błędu statystycznego), 9 proc. przeczytało więcej niż siedem. Kobiety zwyczajowo czytają więcej niż mężczyźni. Najwięcej Polacy czytali, jak pokazują badania, do 2004 r. Potem widać wyraźny odpływ zainteresowania książkami.
Pełniejsze dane znajdziemy w raporcie Biblioteki Narodowej z połowy 2019 r.

Co prawda znalazłem takie zestawienie (zaznaczyłem Polskę i Francję):


Average minutes spent reading books per day, 2015. (Średni czas spędzany na czytaniu książek - dziennie, 2015 r.) Estonia: 13 Finland: 12 Poland: 12 Hungary: 10 Greece: 9 Germany: 7 Luxembourg: 7 Turkey: 7 Belgium: 6 Spain: 6 Netherlands: 6 UK: 6 Serbia: 6 Italy: 5 Romania: 5 France: 2 (Eurostat)

ale to mnie nie pociesza... a zasmuca, że Europa tak się cofa. Np. Francja - niby kolebka europejskiej kultury...

Może trzeba oddać sprawiedliwość wskazując, że sporo czytamy w komputerze (np. ty teraz). na urządzeniach mobilnych. Taki sposób czytania odbywa się jednak w trybie dorywczym, pospiesznym i narażonym na różne rozpraszacze.

Podobnie jest z zalewem różnych czasopism, w większości o błahych treściach, wręcz tabloidowych. Trudno to zaliczyć do czytelnictwa.

Na tym tle pochwalić można kilka inicjatyw. Nie mam na myśli tych odgórnych i rządowych, bo ani akcja Czytaj dziecku codziennie ani działania Instytutu Książki jakoś dotąd nie poprawiają tego obrazu.

Pojawiają się za to działania oddolne, społeczne i prywatne
Pewnie zauważyłeś, że w niektórych kawiarniach i podobnych lokalach właściciele zachęcają klientów by spędzali tam czas... instalując regały z książkami.
Spotykamy coraz więcej (oceniam z perspektywy Warszawy) punktów wymiany książek. Są to różne skrytki, pudła i półki na ulicach, gdzie możesz za darmo wziąć książkę i zostawić swoją przeczytaną lub wg ciebie zbędną w domu.

W mojej okolicy aktywne działa Fundacja Zmiana, która ma przynajmniej dwie akcje: Biblioteki Sąsiedzkie i Książki w Pudle
Biblioteki Sąsiedzkie to projekt ogólnopolski, który działa od lipca 2012r. Rozpowszechnia oddolne formy tworzenia bibliotek – jako miejsca nie tylko zbioru książek, ale centra sąsiedzkie, gdzie książki są pretekstem do dyskusji i dalszych działań w małych społecznościach.
Biblioteki Sąsiedzkie to inicjatywa społeczna. która nie korzysta z żadnych stałych dotacji na bieżącą działalność.

W inicjatywie Książki w Pudle, chociaż może się to kojarzyć z owymi pudełkami na ulicy, chodzi o zbieranie książek do bibliotek w zakładach karnych.
"... celem jest, spójna z światem zewnętrznym, edukacja czytelnicza w zakładach karnych w Polsce. Czytanie, pisanie, opowiadanie, to aktywności dostępne dla każdego, od zaraz. Czytając, osadzeni znajdują klucz, który ich umysły wyprowadza poza mury więzienia. Czytanie rozwija komunikatywność, kreatywność i wyobraźnię, poszerza zasób słownictwa, poprawia pamięć i koncentrację,  ale przede wszystkim ma ogromny wpływ na proces resocjalizacji. Słowo daje wolność i zrozumienie swojego losu."
Niezależnie, Fundacja Zmiana udostępnia bezpłatne książki w paru miejscach Warszawy poprzez ekspozycje regałowe.
Także niektóre biblioteki urządzają cykliczne lub stałe pozbywanie się starszych lub nadmiarowych zapasów książek, które można sobie wziąć.
Tak więc "strzechy" mają różne oblicze.
Niewątpliwie także pojedynczy autorzy byliby szczęśliwi gdyby i ich książki trafiały do czytelników.
Pomyślmy zwłaszcza o tych, którzy już nie mogą czynnie działać na tę rzecz - odeszli i zostali w dużej mierze zapomniani.
Przykładem jest Stefan Garczyński (nie ten poeta romantyczny, ale pisarz drugiej połowy XX w.)
W tym duchu wskrzeszenia pamięci i dzieł realizuję projekt przedstawiony na stronie www.StefanGarczynski.pl.

Komunikuję, że właśnie udostępniłem trzeciego ebooka - tym razem na podstawie książki "Razem, ale jak?". Jest darmowy jak i pozostałe.
Jest przede wszystkim książką dla młodzieży. Można ją traktować jako elementarz savoir-vivre, ale nie w szerokim zakresie wszelkiego dobrego zachowania, ale w dziedzinie, która jest bodajże najważniejsza i najbardziej dziś istotna – komunikacji międzyludzkiej.
Jak zjednywać sobie przyjaciół, jak się zaprezentować, a nawet błyszczeć, jak przezwyciężać nieśmiałość i inne swoje wady, jak ciekawie rozmawiać, jak mieć czas na wszystko – to tematy przydatne prywatnie i zawodowo. Savoir-vivre nabiera tu dosłownego znaczenia, zbliża się do pojęcia samokształcenia i samorozwoju.
Więcej o książce i jak ją pozyskać na stronie http://stefangarczynski.pl/utwory/razem-ale-jak/.
Zapraszam!
Leszek Korolkiewicz



środa, 23 października 2019

Nowy darmowy ebook "O radości"




Krótka informacja.

Udostępniłem nowy darmowy ebook "O radości" Stefana Garczyńskiego.

Wszystkie informacje znajdziesz w nowym wpisie na blogu

http://stefangarczynski.pl/udostepniamy-nowy-ebook-o-radosci/


Zapraszam i życzę miłej lektury.
Powiedz o tym ebooku i o stronie innym!

sobota, 28 września 2019

Które książki mówią prawdę?




Prawda nie leży pośrodku, prawda leży tam gdzie ją położono. 
(Józef Życiński)


Tytuł jest prowokacyjny, bo przecież książki nie muszą mówić prawdy, zwłaszcza w beletrystyce, SF, baśniach - wszędzie tam gdzie wyrażamy subiektywne opinie czy uczucia, gdzie licentia poetica jest na miejscu.
Gorzej gdy mamy do czynienia z historiozofią, czy wręcz książkami historycznymi lub biografiami, gdzie często wkradają się upiększenia lub po prostu kłamstwa.
Jeszcze inną, ostrzejszą,  kwalifikację mamy w przypadku książek naukowych lub za takie się mających.
Dziś krótko i osobiście o paru książkach z mojej prywatnej biblioteczki, których wspólnym mianownikiem jest zagadnienie prawdy versus kłamstwo, a mówiąc mniej filozoficznie - wiedza versus oszustwa - mniej lub bardziej istotne dla naszego życia.
O ile do olbrzymiej ilości książek, nawet naukowych, można się przyczepić, że zawierają jakieś elementy nieprawdy, fragmentaryczność, niedopowiedzenia lub przesadę, to zajmę się przede wszystkim tymi, które już w samym tytule sygnalizują, że mówią o mitach, prawdzie, faktach, kłamstwie itp.
W takich przypadkach czytelnik ma prawo oczekiwać, że w końcu dowie się jak to jest z tymi niepewnościami, jakie wywołują w nas różne medialne wypowiedzi. Ale czy rzeczywiście dowie się prawdy?

Sprawa dotyka też metody naukowej, gdzie kryteria nie są tak oczywiste jak się może wydawać.
Oprócz książek, które wymienię, były też takie które kiedyś czytałem ale nie były moje, więc dziś trudniej mi przytoczyć z nich nazwy rozdziałów czy jakieś cytaty.
Tytułowym zagadnieniem interesuję się od dziesięcioleci. Pisałem o tym ogólnie między innymi na innym blogu, zobacz np. cząstkowe podsumowanie w artykule Niedostatek prawdy.
Zatajanie prawdy, fałszerstwa, manipulacje itp. śledzę  przede wszystkim w ramach zagadnień zdrowotnych ze względu na zainteresowania, które wzięły  się kiedyś z  poszukiwań odpowiedzi na pytanie: dlaczego lekarze nie potrafili mi pomóc na moje dolegliwości.

Gdy  Internet dopiero raczkował zbierałem fachowe książki medyczne, ale tu raczej nie będę do tego się odnosił, bo to tematy zaawansowane, porozbijane na specjalności. Jednak te starsze książki są o tyle wartościowe, że - jak wielokrotnie pisał i mówił dr Jerzy Jaśkowski - po opanowaniu naszego szkolnictwa medycznego i branżowych wydawnictw przez medycynę rockefellerowską, w nowszych podręcznikach już nie znajdziemy starych, sprawdzonych i trzeźwych informacji o skutecznym leczeniu. Obecne wszystko zostało zdominowane przez farmację.  Ten trend coraz mocniej jest krytykowany - w zasadzie także większość artykułów w dziale ANTY serwisu LepszeZdrowie.info zawiera takie elementy. Ale to tak na marginesie.

Podobnie - w bardzo wielu filmach i artykułach można znaleźć elementy kłamstwa lub manipulacje. I odwrotnie - w innych  znajdziemy dużo materiałów demaskujących takie zafałszowania i praktyki. Chwała im za to. Ale tutaj też nie o tym - ten blog poświęcony jest książkom.

Dalej zajmę się literaturą popularnonaukową, ale nie jest teraz moim zamierzeniem recenzować wszystkie poniższe książki, bo każda z nich wymagałaby osobnej uwagi (dalej wspominam jednak o paru, które kiedyś omówiłem).
Tutaj chcę przekazać parę ogólnych refleksji.

Metodzie naukowej poświęcono dużą ilość publikacji, gdzie omawia się metodologię badań, elementy logiki, statystyki i jej interpretacji, ogólniej filozoficzne podstawy nauki, itp. Miałem sporo takich książek jeszcze z okresu studiów, także doktoranckich, gdzie taka lektura była nawet obowiązkowa (stare czasy), a teraz z podobnych dzieł i rozprawek mam na podorędziu  -

"Kłamstwa, przeklęte kłamstwa i nauka", autorstwa Sherry Seethaler, książka wydana w Wydawnictwie Sonia Draga w 2010. W podtytule: Jak radzić sobie z chaosem informacyjnym XXI w.
Podtytuł ten wynika z faktu, że wciąż dokonuje się odkryć naukowych, które podważają to, co dotąd w danej kwestii sądzono.
Najpierw autorka opisuje metodę naukową, tj. jakie są procedury postępowania, w jaki sposób analizuje się problemy, buduje nowe teorie, daje wstęp do podstawowych pojęć statystycznych, itp.
Polecam zwłaszcza rozdziały o walorze praktycznym:
Rozdział 2: Kto kim jest? Rozpoznanie tych, którzy w danej kwestii mają udział, oraz ustalenie ich stanowisk.

...“motywacje poszczególnych interesariuszy różnią się  – poza pieniędzmi motywem działania może być konieczność ratowania twarzy, naciski polityczne, presja ze strony pracodawcy czy innej osoby posiadającej wiedzę”.  ...  Niestety także w nauce etyka czasem jest na dalekim miejscu.
Rozdział 5: Co będzie, jeśli …? Rozróżnienie pomiędzy przyczyną a skutkiem.
(w aspekcie praktycznym: jak nie dać się marketingowi - fragment z opisem relacji między skutkami, przyczynami a okolicznościami).

Rozdział 8: Głos społeczeństwa: rozróżniać związki pomiędzy nauką a polityką.
(Seethaler przytacza ciekawe przykłady, jak fakty można sprzedać emocjonalnie, w sposób zmanipulowany, dla osiągnięcia partykularnych interesów, przyznała, że nie widać pewnych stron w dyskusji naukowej - tych, które mają najskromniejsze środki, co nie oznacza że nie są lub nie mogą być ważne).

Rozdział 10: Składanie elementów w całość: jak szukać informacji potrzebnych do uzyskania zrównoważonej perspektywy.
"Większość wiadomości, którymi codziennie jesteśmy bombardowani, została starannie wyselekcjonowana, aby przedstawić tylko jeden z całego wachlarza poglądów na kwestie technologiczne, środowiskowe, ekonomiczne czy zdrowotne”.
Sherry Seethaler to pracownik naukowy Uniwersytetu Kalifornijskiego, zajmująca się głównie zagadnieniami  z biologii i fizyki. Większość tematów, to kontrowersyjne w odbiorze społecznym, problemy związane z medycyną, ochroną środowiska, zdrową żywnością. Te tematy sa mi szczególnie bliskie, więc zatrzymam się przy  paru poruszonych podtematach.
Zauważam stały schematyzm w uwalnianiu informacji medycznych - w postaci cenzury i dostosowywanie ich głównie pod potrzeby farmacji. Niestety, w ślad za tym idzie coraz bardziej urobiona świadomość społeczna, która bezkrytycznie to przyjmuje.
Dużo miejsca autorka poświęca na analizę GMO, które "jest tematem wymagającym głębokich analiz. Zbyt duże pieniądze wokół tego tematu się pojawiają, by zakładać, że wszystko samo się obiektywnie rozwiąże". Podzielam ten pogląd.

Pokazano przykłady  jak trudno nie dać się zmanipulować koncernom farmaceutycznym, które lobbują za intratnymi dla nich rozwiązaniami, przeznaczając na to ogromne pieniądze. Tabela z podziałem środków finansowych na różne śmiertelne choroby cywilizacyjne powinna zastanowić każdego. Jaskrawe są  porównania różnych typów nowotworów i skuteczności terapii.
Opisano niejednoznaczność badań mammograficznych. Równie interesujące i niepokojące są jej słowa o zastępczej terapii hormonalnej i jej powiązaniu z chorobami serca.
W ramach metody naukowej autorka wskazuje, by podczas identyfikowania wad i zalet decyzji brać pod uwagę takie kwestie jak:
– wybory oczywiste często są fałszywą dychotomią,
– lista prezentowanych zagrożeń i korzyści zwykle jest niekompletna,
– każde zastosowanie innowacji posiada wyjątkowy zestaw zagrożeń i korzyści.



Mam ciekawą książkę "Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą" Hansa Roslinga (Media Rodzina, 2019), do której sięgam gdy wydaje mi się że podchodzę do pewnych zagadnień nauki zbyt sceptycznie lub sam ulegając stereotypom myślenia. Książka pokazuje właśnie takie stereotypy nawet u naukowców, polityków i publicystów. Ma zacięcie naukowe, bazuje na sondach i statystykach.
Niestety statystyka i sondaże, w których do wyboru są tylko dwie lub trzy możliwe odpowiedzi, także fałszują rzeczywistość. Autor wyraźnie jest ukierunkowany politycznie oraz wyraża opinie bogatego Zachodu, stąd i w tej książce znajduję ułomności, które opiszę w osobnej recenzji.

Oprócz poważnego naukowego podejścia mamy też publikacje o bardziej praktycznym charakterze, które pokazują przeciętnemu człowiekowi sposoby  wyławiania fałszu i jak nie dać się oszukać. Właśnie pod takim tytułem znajduję szereg praktycznych wskazówek z zakresu psychologii w  książce
"Nie daj się oszukać",  autor David J. Lieberman, Wydawnictwo Rebis. Chodzi zwłaszcza o metody demaskowania kłamstwa lub poznania prawdy w  sytuacji  rozmowy lub wywiadu.

Istotą mojej refleksji jest fakt, że autorzy podejmując temat nienaukowości, kłamstw, ... zbyt często w swych argumentach sami popełniają błędy oraz piętnując fałsz nie zdają sobie sprawy (?), że właśnie to, co krytykują jest prawdą.
Nie tylko zaskakujące, ale szkodliwe, gdy pod płaszczykiem naukowości są nienaukowi.
Nie staję w obronie takich autorów, natomiast przychylam się do tych, którzy nonkonformistycznie, ryzykując swoje kariery i ataki establishmentu autentycznie demaskują błędy - nawet jeśli sami czasem je popełniają. Za pierwszymi stoi siła zaplecza i osobiste zyski (jakie to łatwe), drudzy idą pod prąd i działają z pobudek odkrywania i ogłaszania prawdy - nawet niewygodnej.
Czasem potrafię zrozumieć mainstreamowego autora, bo reprezentuje środowisko, które związane jest daną uczelnią, instytutem, firmą czy redakcją, i "nie może" pisać inaczej jeśli chce zachować stanowisko lub dotychczasowy status eksperta. To, że rozumiem, nie oznacza że akceptuję takie sprzeniewierzenie prawdzie.
Bywa czasem i tak, że odpowiedź na dane pytanie rzeczywiście nie jest znana.
Jest co najmniej kilka ciekawych książek o tych przypadkach, np.
"Leksykon niewiedzy" Kathrin Passing i Aleksa Scholza, w Polsce wydana przez W.A.B. w 2009 r.
Książka traktuje o czterdziestu dwóch wybranych naukowych zagadkach na które nie znamy odpowiedzi  (wg stanu gdy książka powstała). Tych zagadek jest znacznie więcej, a w nauce bywa tak, że zadawanie pytań potrafi wyjawić jeszcze ich więcej, bo rejony ludzkiej niewiedzy są znacznie większe niż obszar naszej wiedzy. Posiada interesujący chociaż dość ograniczony wykaz źródeł.
Podobna jest słynnemu filmowi  "What the Bleep Do We Know!?" pokazującemu właśnie obszary naszej niewiedzy.
Ale te pozycje to tutaj dygresja, bo nawet w kwestiach, które nauka uważa za rozstrzygnięte mamy przypadki, że wcale takimi nie są.
A także przypomina słynną książkę 
Księga rzeczy wyklętych (autor Fort Charles). 
To dotyczy nie tylko dziedzin naukowych ale też ogólnej wiedzy (np. tzw. życiowej), tutaj jednak zajmę się głównie kłamstwami w dziedzinie zdrowia. Olbrzymi temat, więc ograniczę się do paru książek.

Mój tutejszy przegląd pt. Co wiesz o szczepieniach skupia się na wybranych książkach poświęconym temu zagadnieniu (ale na LepszeZdrowie.info znajdziesz  też szereg artykułów). Pokazuje ogrom nieporozumień i kłamstw w tej dziedzinie.
Wymieniam tam np.:
"Bezlitosna immunizacja" z podtytułem "Epidemia szczepień. Jak korporacyjna chciwość, zakłamana nauka i represyjna władza zagrażają prawom człowieka, naszemu zdrowiu i dzieciom", autorki: Louise Kuo Habakus, Mary Holland.
"Szczepienia - niebezpieczne, ukrywane fakty", autor: Ian Sinclair.
"Szczepienia pełne kłamstw. Szokująca prawda o farmaceutycznych praktykach", autor: Andreas Moritz.

Także nasz zasłużony popularyzator i nonkonformista dr n. med. Jerzy Jaśkowski poświecił szczepionkom sporo uwagi w paru swych książkach z serii "Szczepienia 300 lat oszustw".
W telegraficznym skrócie:
OSPA przedstawia historię ospy w Europie, oszustwa „wynalazcy” szczepionki ospowej Jennera, powiązania idei szczepienia z hinduskim lokalnym kultem i zagadnienie ospy wietrznej, a w cyklu „Rady starego Dochtora” porady w infekcjach, dla kobiet chcących zajść w ciążę, o cukrzycy typu 2.
MMR omawia m.in. epidemie poszczepionkowe, skład szczepionek, sprawę dr Wakefielda i radzi jaki rozmawiać z pediatrą.
GRYPA m.in. o medycynie rockefellerowskiej, świńskiej grypie, powikłaniach poszczepiennych, SIDS, porady dochtora, list dr JJ do rektora GUMED-u.

(Z mitem bezpieczeństwa i skuteczności współczesnych szczepień rozprawia się wnikliwie też Jerzy Zięba - chociażby w serii 36 filmów - w sumie kilkadziesiąt godzin analizy i przytaczania źródeł naukowych - zobacz to zestawienie.)

Przykładem innego medycznego nieporozumienia jest  mit opisany w książce "CHOLESTEROL naukowe kłamstwo" napisanej przez Uffe Ravnskova,  o czym było w tutejszym wpisie.  Krótko mówiąc - mantra o szkodliwości cholesterolu i potrzebie jego "zbijania" spowodowała więcej nieszczęść niż pożytku, a wszystko za sprawą normy wziętej z sufitu dla skierowania milionów ludzi na intratne "leczenie" oraz błędnej teorii, pokutujących wciąż wśród lekarzy i publicystów.

Czy to koniec medycznych mitów?
Oczywiście nie, bo podobnych mitów i książek o nich jest dużo. Tyle że tu omawiam te z mojej półki.

Więc mamy nomen-omen książkę dr Katarzyny Świątkowskiej "Mity medyczne, które mogą zabić kontra fakty mogące uratować życie",  (wyd. Eureka, 2016, a w roku 2018 powstał tom drugi).  Omówiłem  tom 1 tutaj a drugi pokazałem tutaj. 
To książka doświadczonego lekarza i badacza spornych zagadnień, z olbrzymią ilością źródeł naukowych.
Tu jednak, pełen uznania dla pani Katarzyny, wtrącę uwagę ze względu na pewien termin, chętnie używany zarówno przez nią jak większość medycznego środowiska.
To Evidence Based Medicine czyli Medycyna Oparta na Dowodach. Odnosi się do badań naukowych uznanych i opublikowanych przez wiodące czasopisma naukowe. Teoretycznie słuszne podejście, gdyby nie ... liczne oszustwa, które i tam się wkradły. Opisuję to w artykule Jeszcze o EBM (i linki).
Czy wiesz, że jak twierdzą byli redaktorzy takich naukowych wydawnictw ...około połowa badań jest nieprawdziwa (sfałszowana)?! To głównie ręka sponsorów i władców rynku z firm farmaceutycznych i kupionych przez nie naukowców i polityków. O tym skorumpowanym świecie pisze zwłaszcza Jacek Safuta w książce, którą wymienię dalej.
Zatem bądźmy ostrożni ze zbytnim zaufaniem do takiej nauki.
Zauważył to już dawno nestor polskiej medycyny i wzór otwartego, humanistycznego podejścia do pacjenta - prof. dr Julian Aleksandrowicz w  książce "Nie ma nieuleczalnie chorych" (zerknij do Zaangażowanie i Medycyna humanistyczna), a także Zbigniew Wojtasiński w książce "Umysł i medycyna", gdzie jest odwołanie do jego wcześniejszej publikacji "101 mitów o zdrowiu" Ciekawe jest to, że w tej starszej sam miejscami poddaje się mitom, ale w późniejszej  rehabilituje się szerszym spojrzeniem na zdrowie.
Kulminacją odkrywania tego, co jest w medycynie przemilczane, zafałszowane, źle robione lub niezrozumiane jest słynna już książka Jerzego Zięby "Ukryte terapie" - dwie części omówione (już dawno) odpowiednio tutaj i tutaj. Tytuł wyjaśnia zawartość książek. Autor przyjmując postawę publicysty powołuje w każdym rozdziale tematycznym po kilkadziesiąt prac naukowych na których oparł podane tezy. Czy się myli? Ponieważ to nie są jego własne stwierdzenia, to  ew. pretensje należy kierować do owych źródeł. Jednak ich spójność maksymalnie eliminuje takie zarzuty. Dodatkowym walorem jest to, że jeśli popełni jakiś błąd w interpretacji, to go prostuje i w przeciwieństwie do postawy ex cathedra, cierpliwie poprzez niezliczoną ilość późniejszych pogadanek, filmów i wpisów w mediach społecznościowych pogłębia tematy, odpowiada na pytania czytelników/słuchaczy i pokazuje dalej, że podane metody leczenia komplementarnego działają i w jaki sposób. Tym samym zadaje kłam "konserwie" medycznej, staje po stronie pacjenta, którego można leczyć lepiej i taniej niż to robiło się dotychczas.

Podobną wymowę, ale ostrzejszą,  ma stosunkowo nowa książka  "Mit chorób nieuleczalnych i wielki biznes" autorstwa Jacka Safuty (Neo).
Tę obszerną książkę dopiero poznaję, sam autor też ujawnił się niedawno. Zainteresowanych odsyłam do jego profilu na FB i strony.
Na teraz cytuję opis odredakcyjny:


"... odkrywa przed czytelnikiem świat skorumpowanych polityków i urzędników, którzy globalnym korporacjom farmaceutycznym stworzyli korzystne otoczenie prawne, dzięki któremu mogą one działać w sposób typowy dla mafii – tyle że całkiem legalnie. Na mocy tak spreparowanego prawa całe narody, m.in. naród polski, są okradane, bo za pomocą tzw. systemów opieki medycznej pieniądze pochodzące z kieszeni podatników zamiast służyć zdrowiu publicznemu, zasilają kieszenie tych korporacji. Im więcej przewlekle chorych, tym bardziej puchną budżety systemów opieki zdrowotnej, a więc tym większe są zyski korporacyjne. Zapotrzebowanie na nowych klientów (chorych), a więc większe zyski, zaspokajają powiązane kapitałowo korporacje agro-chemiczne i spożywcze. One to za pomocą toksycznego, przemysłowego rolnictwa i toksycznej żywności sprawiają, że choroby przewlekłe rozprzestrzeniają się w sposób epidemiczny;
- ukazuje techniki dezinformacji, które powodują, że ten zbrodniczy system dla przeciętnego człowieka pozostaje właściwie niezauważony, tak jak filmowy Matrix. Korporacje korumpują w tym celu prominentnych naukowców, lekarzy, dziennikarzy, a nawet sędziów;
- ujawnia nazwy korporacji i nazwiska osób uwikłanych w tę mafijną działalność przez ostatnie sto lat.
Książka nie jest jednak powieścią science fiction ani zbiorem teorii spiskowych, ale poważnym dokumentem, opartym wyłącznie na solidnie udokumentowanych faktach i rzetelnych badaniach naukowych. Źródła są skrupulatnie podane, a więc możliwe do weryfikacji. Mimo naukowych korzeni książka jest napisana przystępnym dla każdego językiem.
Książka zawiera też rozdział, który umożliwia krok po kroku pokonanie chorób uważanych za nieuleczalne i skuteczną profilaktykę. ..."

Książka "7 rzeczy, o których nie powiedzą ci lekarze. Poradnik zdrowego stylu życia", autorzy Warren Sipser, Andi Lew, wyd. Vivante, 2015, pokazuje wybrane skrywane lub niedowartościowane praktyki, które realnie pomagają.

Leonid Rudnicki napisał książkę "Uwaga żywność. Ukryta prawda o tym co jemy". Nie będę się nad nią zatrzymywał, bo tytuł mówi sam za siebie, a ponadto opisałem ją we wpisie Uwaga żywność.

Po tych paru przykładach medycznych dochodzimy do sedna moich spostrzeżeń (jak wspomniałem, że demaskatorzy nienaukowości sami czasem popadają w nienaukowość), które przedstawię na przykładzie dwóch książek.

Pierwsza to
"Jak brednie podbiły świat.  Krótka historia współczesnych urojeń".
Autor Francis Wheen, Wydawnictwo: Muza, 2005 r.
To książka napisana z erudycją, wielowątkowa,  z dużą ilością przypisów. Zawiera celne spostrzeżenia, słusznie krytykuje szereg zjawisk na pograniczu nauki i socjologii, jak np. całą aferę wywołaną i opisaną przez Alana Sokala.  Autor w tym i innych miejscach  obnaża sprawdzone sposoby na manipulację opinią publiczną. Te pozytywy uczyniłoby książkę wartościową, ale jest mocno  politycznie zaangażowana, co ogranicza bezstronność -  wydarzenia obserwowane są i wykładane z perspektywy liberalno-lewicowej. Nie będę tego komentował, bo to nie moja domena i nie o tym tutaj, natomiast znów doczepię się do poglądów związanych ze zdrowiem.
Autor dziwi się, że w Stanach z publicznych pieniędzy finansuje się medycynę alternatywną, choć "nikt nie udowodnił jej skuteczności?"
To dopiero brednia! Użycie określenia "alternatywna" nie jest rzeczywiście szczęśliwe, bo przecież chodzi o połączenie tego, co sprawdza się w medycynie akademickiej (niestety mało w odniesieniu do chorób przewlekłych) z tym, co przez setki i więcej lat sprawdzało się w terapiach naturalnych - czyli o integrację obu światów i o medycynę komplementarną.
W ten sposób wyrzuca na śmietnik np. ziołolecznictwo, chiropraktykę, akupresurę itp. obszary wiedzy i praktyki, które działają lepiej niż wiele leków.  Autor powołuje zasadę podwójnej ślepej próby w badaniach jako kryterium zaliczające lek czy metodę do "normalnej medycyny". Niestety chyba nie wie, że wiele leków i "preparatów medycznych" takiej próby nie przechodzi (np. szczepionki) a jest używanych, a nawet jeśli takie próby przechodzi (?), to potem wykazuje fatalne skutki zdrowotne. W statystykach medycznych najwięcej zgonów spowodowanych jest przez ... choroby jatrogenne i błędy lekarzy! Inaczej się ma sprawa z większością metod naturalnych, które potrafi uleczyć (nie leczyć) człowieka bez skutków ubocznych, mimo że nie przechodziły formalnego badania wg złotego standardu badań klinicznych. Wystarcza, że od dawna sprawdzają się praktycznie.
Podobnie nie szydziłbym - jak autor, z homeopatii, która też nie szkodzi a działa praktycznie. Była wykładana w zakresie zastosowań na uczelniach, i chociaż wciąż nie rozumiemy jak działa, ważny jest efekt .
Sporo miejsca poświęcono "wierze w UFO" z dużą dozą kpiny i ... niewiedzy.  Samo pojęcie UFO oznacza niezidentyfikowane obiekty, a te przecież obserwowano olbrzymią ilość razy i wiele z nich nie potrafiono wyjaśnić. Tu nie ma w co wierzyć. Po drugie temat jest na celowniku od dziesięcioleci wojska i służb (przez co utajniany), w takim stopniu, że mało jest  zjawisk tak mocno udokumentowanych jak właśnie UFO. A przy okazji - dużą arogancją i antropocentryzmem  jest przekonanie że jesteśmy sami we wszechświecie... (to temat tak obszerny, że pozostawmy go bez dalszej dyskusji).
Te i podobne faux pas  znów pokazują jak prawda miesza się z fałszem i ignorancją nawet w poważnych opracowaniach.
 
Druga książka to
"Mity, kłamstwa i zwykła głupota: łopata w dłoń!, dokop się prawdy"
autor John Stossel , Wydawnictwo: MT Biznes, 2010.
Tytuł wielce obiecujący. Mam ochotę na recenzję tego opracowania na ponad 400 stron, w którym można znaleźć zarówno prawdę jak i ... nieprawdę, mimo innych intencji pisarza. Teraz jednak tylko  pokrótce.
Autor otrzymał 19 nagród Emmy i został pięciokrotnie uhonorowany przez National Press Club za wybitne osiągnięcia w dziennikarstwie konsumenckim. Czy zasłużenie? Zależy kto ocenia. Wg mnie autor jest dziennikarzem zbyt powiązanym z konkretnym establishmentem a nawet  koncernami, poprawnościowy. Należy też uwzględnić specyfikę amerykańską, co nie zawsze jest uniwersalne.
Żeby nie było że tylko krytykuję, oto parę wybranych konstatacji, które uważam za słuszne.
* W sprawach dotyczących ekonomii mainstreamowe media często się mylą.
* Większość biznesów wolny rynek nie obchodzi i będą niszczyć konkurencję, jeśli będzie to służyć ich interesom. Dodam, że wolny rynek dziś już jest fikcją wobec centralizacji kapitału i władzy.
* Ludzie w większości nie mają pojęcia jakie podatki płacą (chodzi o te pośrednie).
* Wielu twórców przepisów ochrony środowiska to nie obiektywni naukowcy a radykalni aktywiści.
* Edukacja dzieci jest zbyt ważna, by pozostawić ją państwowemu monopolowi.
* Markowe produkty są często nie lepsze - są droższe.
* Ocieplenie klimatu i jego przyczyny są kwestia otwartą.
* To, że coś jest stosowane w szpitalu, nie koniecznie musi być udowodnione naukowo.
...
Ale bodajże więcej jest stwierdzeń, które podważają ogólną ocenę książki jako źródło rzetelnej wiedzy. Może od takich publikacji w ogóle nie powinniśmy tego oczekiwać. Ale znów - przekaz poszedł w świat - to był bestseller New York Times'a.
Już w pierwszym rozdziale uderza wielka nieprawda w stwierdzeniu i jego obronie, że pestycydy są nieszkodliwe (dla ludzi, środowiska). A przecież np. glifosat jest jednym z najbardziej szkodliwych substancji, która dostała się już wszędzie.
Tamże autor drwi z "epidemii raka". Słowo epidemia może jest źle użyte (dotyczy potocznie chorób zakaźnych), ale w danym przypadku stwierdzenie mija się z faktem, że przypadki różnego rodzaju raka rosną w zastraszającym tempie.
Podobnie na drwinę zakrawa stwierdzenie, że "nie toniemy w śmieciach - miejsca jest jeszcze sporo".  Może nie toniemy dosłownie, ale trzeba dostrzec problem.
Autor bagatelizuje zjawisko outsourcingu w którym USA (i nie tylko) wypychały produkcję do ubogich krajów. Jakby nie dostrzegając, że wiąże się to z wyzyskiem, spowodowało to w tych krajach zanik miejscowego wytwórstwa i oryginalnych umiejętności (co w razie wycofania się postkolonialnego zaangażowania z zewnątrz grozi brakiem samodzielności), a także - paradoksalnie to samo zjawisko w kraju macierzystym. Obecnie wiele dużych firm amerykańskich już prawie niczego nie produkuje - polega na spekulacjach na rynku finansowym i handlu.
Chociaż prawdą jest że kupowanie butelkowanej wody to przepłacanie w porównaniu z piciem wody z kranu, i że ta butelkowana to też często  kranówka lub woda mało wartościowa, ale warto wiedzieć, że i z kranówką wcale nie jest tak dobrze jak się reklamuje.
Auto myli się co do tłuszczów nasyconych i cholesterolu - o czym już wspomniałem wyżej przy okazji innej książki.
Podobnie lekceważy cykl dobowy związany z trawieniem i myli się w sloganie "kaloria to kaloria", ponieważ etykietka o kaloriach na produktach nie oznacza że każdy z nich jest tak samo metabolizowany.
Wybrałem te parę zastrzeżeń z dziedziny zdrowia, bo co do innych stref  życia w Ameryce nie czuję się kompetentny by je jednoznacznie oceniać.

Skala bzdur może być jeszcze większa, co pokazała książka "Modne bzdury. O nadużywaniu pojęć z zakresu nauk ścisłych przez postmodernistycznych intelektualistów" , autorzy: Alan David Sokal, Jean Bricmont, wydana u nas przez Prószyński i S-ka w  2004 r.
Chodzi głównie o francuskich intelektualistów, którzy stosując nowomowę i dziwne własne terminy nadużywali terminologii i systemu pojęć z zakresu nauk ścisłych (fizyki i matematyki), popełniając liczne błędy i mając niewielką znajomość tych dziedzin. Było to pokłosie pewnego amerykańskiego "naukowego" artykułu, po którym  dyskusjom poważanych intelektualistów nie było końca. Okazało się potem, że cała treść była prowokacją Sokala -  pozbawionym sensu zlepkiem (autentycznych) cytatów amerykańskich i francuskich erudytów. W ten sposób została obnażona pozorna naukowość wielu współczesnych "naukowców" i ich recenzentów.
Pracownicy akademiccy w swojej próżności i niekompetencji  dążyli do stworzenia własnej terminologii celem nazwania czegoś , co – wedle własnego przekonania – było ich unikalnym osiągnięciem, a w istocie ... niczym.
Cała ta afera została dość dokładnie opisana także w jednym z rozdziałów dalej wspomnianej książki Francisa Wheena.
Wg mnie ważne jest odróżnienie takiego postmodernistycznego  pseudonaukowym bełkotu od może mniej fachowej i kontrowersyjnej narracji, która nie ucieka do niezrozumiałej nowomowy lecz pokazuje realne wątpliwości i przykłady praktyczne.
Oczywiście w zakresie mitów, zatajeń i dezinformacji mamy wiele książek z różnych dziedzin wiedzy, zwłaszcza historycznej, archeologicznej, religijnej, finansach, o ewolucji, ze świata polityki, sztuki, tożsamości i literatury itd.
To może na inny artykuł, by nie przepełniać już tego.

Patrząc na swoje półki pod kątem tytułów, które same sugerują że coś się przed nami ukrywa, wśród książek popularnonaukowych widzę np. takie jak:

"Niewyjaśnione spiski naszych czasów" Jonathan Vankin, John Whalen, (2 tomy),  Wyd. Amber
"Słynne fałszerstwa, oszustwa i skandale", Magnus Magnusson, Bellona, 2008
"50 największych kłamstw i legend w historii świata", Bernd Ingmar Gutberlet, wyd. Sonia Draga, 2010
"Zakazana nauka" , J. Douglas Kenyon, Amber, 2008
"Zakazana archeologia", Michael A. Cremo, Richard L. Thompson (jest też i jej kontynuacja po latach)
"Tajna archeologia dawnej Ameryki", Frank Joseph,  Amber, 2008
"Tajne archiwa archeologii", Luc Bürgin, Amber, 2017 (wyd. III)
"Zakazana historia" , J. Douglas Kenyon, Amber, 2007
"Złoty spisek", Ferdynand Lips, Wektory, 2010
... i inne popularne książki ze "stajni" wydawnictwa Amber i podobnych.
Te książki mają zróżnicowaną wartość, czasem dyskusyjne elementy sensacyjne, natomiast z tego gatunku książek mogę polecić dwie specyficzne:
"Czy to prawda, że..."
Autor - Christoph Drösser (niemiecki redaktor działu naukowego „Die Zeit” uhonorowany tytułem "Dziennikarza naukowego roku 2015"), wyd. PWN, 2012.
Książka jest "zbiorem zadziwiających prawd, półprawd i legend ostatnich 10 lat."
Przystępna formuła pytań i odpowiedzi -  imponujący zestaw faktów i ciekawostek. Chociaż nie zgodziłbym się w 100% z odpowiedziami, to większość wygląda na rzetelne.

Podobny charakter co do układu ma pouczająca i zabawna lektura dla każdego - "Fakty i mity o naszym zdrowiu i świecie", O'Connor Anahad, Oficyna wydawnicza Bookmarket, 2008 r.
To znów dziełko felietonisty, tym razem New York Timesa, zajmującego się sprawami nauki i zdrowia. Niestety, mimo wielu pożytecznych i ciekawych ujawnień i sprostowań, zawiera też jawne nieprawdy... ech, już brakuje mi miejsca i sił by to teraz i tutaj komentować...

W ogóle  - mógłbym ten temat ciągnąć jeszcze długo w kierunku dziejów głupoty, literatury spiskowej (za i przeciw), teorii poznania itd.
Na koniec - czy zawsze naukowość jest kluczem do odkrycia i postępu wiedzy?
No, nie.
Wiele wynalazków i odkryć było dziełem przypadku, w tym nawet pomyłki badacza. Z ciekawych popularnych książek o tym wymienię
"Odkrywcy mimo woli",  autor Royston M. Roberts, wydawnictwo: Adamantan.
Pokazuje na ciekawych przykładach  znany efekt serendipity.

A skoro o błędzie, to potrafi nam ... służyć na różne sposoby. Zachęcam do mojego artykułu z 2007 r.  Pochwała błędu   :)
Hm, wyszedł mi jeden z najdłuższych wpisów, ale temat jest naprawdę obszerny a i tak tylko go naszkicowałem...

środa, 22 maja 2019

CHOLESTEROL naukowe kłamstwo - Uffe Ravnskov

Cholesterol. Naukowe kłamstwo w księgarni

Opis Wydawcy

Książka ta została napisana po to, by przekazać czytelnikowi i jego lekarzowi prawdę o cholesterolu i chorobie wieńcowej. Są to fakty, które firmy farmaceutycznych nie dopuściły do publikacji.

Książka zawiera naprawdę szokujące informacje, UKRYWANE przed środowiskiem medycznym. Lekarz, który nie zna prawdy o cholesterolu, zupełnie niechcący, wyrządza krzywdę pacjentowi i nie może podjąć właściwego postępowania terapeutycznego.

Dr. Uffe Ravnskov obala wiele powszechnie uznawanych poglądów dotyczących cholesterolu oraz jego wpływu na powstawanie choroby wieńcowej i miażdżycy. Wskazuje na karygodne błędy, niedbalstwo, kłamstwa i manipulacje danymi statystycznymi, jakimi posługiwano się, aby osiągnąć takie wyniki, jakich oczekiwano, w celu zastraszenia ludzi. Bezlitośnie demaskuje połączenia finansowe pomiędzy firmami farmaceutycznymi i autorami badań klinicznych” na zlecenie”.

Autor nie opiera się na domysłach, teoriach czy własnej opinii, ale na konkretnych badaniach klinicznych, które cytuje w swojej książce.

Książka, napisana prostym językiem, stanowi kompendium wiedzy, z którym każdy lekarz i pacjent powinien się zapoznać.  Te fakty opisał uzasadniając je w sposób niezwykle solidny.

Cholesterol nie jest śmiercionośną trucizną, ale substancją niezbędną dla wszystkich komórek organizmu ssaków.
Sztuczne obniżanie poziomu cholesterolu jest bardzo groźne dla zdrowia człowieka.
Zbyt niski poziom cholesterolu jest bardziej groźny niż zbyt wysoki.
Taka sama ilość osób umiera na zawał mając NISKI poziom cholesterolu jak i osób z wysokim poziomem.
Produkcja cholesterolu przez Twój organizm wzrasta, kiedy spożywasz mało tłuszczy, a zmniejsza się, kiedy spożywasz ich więcej.
Propagowana dieta o niskiej zawartości tłuszczu zwierzęcego (nasyconego) nie może obniżyć poziomu cholesterolu więcej niż zaledwie o kilka procent.
Wiele środków farmakologicznych obniżających poziom cholesterolu jest niebezpiecznych dla zdrowia i może przyspieszyć zgon.
Nowe lekarstwa obniżające cholesterol, nazwane „statynami”, stymulują powstawanie komórek rakowych.
Człowiek może stać się agresywny lub mogą się pojawić u niego tendencje samobójcze, jeśli jego poziom cholesterolu zostanie nadmiernie obniżony
Zbyt duży udział w diecie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych (pochodzących z roślin) może wywołać miażdżycę.
Wielonienasycone kwasy tłuszczowe, które miały zapobiegać chorobom serca, wywołują infekcje i raka u szczurów.
Jeśli spożywa się zbyt dużo tłuszczów roślinnych, organizm starzeje się przedwcześnie, czego objawem zewnętrznym jest pomarszczona skóra, a wewnątrz ciała pojawiają się podobne niekorzystne zmiany w narządach wewnętrznych.
Ludzie z niskim poziomem cholesterolu mają podobną ilość blaszek miażdżycowych w naczyniach krwionośnych jak ci, którzy mają wysoki poziom cholesterolu.
Ponad trzydzieści badań naukowych przeprowadzonych na ponad 150000 osób wykazało, że osoby, które przeszły zawał serca, nie spożywały więcej tłuszczów nasyconych ani mniej wielonienasyconych kwasów tłuszczowych niż inni ludzie.
Starsze kobiety, które mają wysoki poziom cholesterolu żyją dłużej niż kobiety z niskim poziomem cholesterolu.
 Wiele z powyżej przytoczonych faktów przez dekady było opisywanych w publikacjach naukowych i książkach, ale propagatorzy koncepcji „Dieta–serce” ukrywali je i nigdy ich nie podawali do wiadomości opinii publicznej.

Dane techniczne
  • Tłumacz: Zięba Jerzy, Dobrowolska Izabela
  • Języki: polski
  • Rok wydania: 2009
  • Ilość stron: 304
  • Format: 14.5x20.5cm
  • Oprawa: Miękka
Dodatkowe informacje ze strony  
"Zapraszam do kilku zaledwie fragmentów książki:
[…]
Obliczono, że ryzyko wystąpienia występującej samoistnie polineuropatii jest 16 razy wyższe u tych, którzy używają statyn („leków” obniżających poziom cholesterolu), niż u tych, którzy ich nie używają, przy czym ryzyko to jest jeszcze wyższe u osób używających statyn dłużej niż dwa lata
[…]
A więc około 20% wszystkich mężczyzn leczonych statynami (tzn. 1 na 5) może doświadczyć problemów dotyczących ich życia seksualnego.
[…]
Istnieje wiele powodów, aby przypuszczać, że wysoka liczba poronień (aż 42), opisanych przez dra Edisona i dra Muenke, również była spowodowanych przez statyny. Należy pamiętać, że przemysł farmaceutyczny przygotowuje się do sprzedaży statyn bez recept, co oznacza, że wiele kobiet w wieku rozrodczym będzie mogło zażywać statyny bez kontroli medycznej. Konsekwencje tego będą wstrząsające.
[…]
W ulotce załączanej do prawastatyny można przeczytać o ryzyku wystąpienia mniej niebezpiecznych skutków ubocznych, chociaż żaden z nich nie występuje znacznie częściej niż w grupie kontrolnej. Nie wspomina się natomiast nic o możliwości wystąpienia raka piersi, mimo że jest to jedyny skutek uboczny, który występuje ze znaczną częstotliwością.
[…]
Autorzy badań PROSPER uznali, że: „umieszczając to zjawisko w kontekście”, jak napisali w swoim raporcie, uwzględnili liczbę nowych przypadków raka we wszystkich badaniach prawastatyn wziętych razem i nie stwierdzili wtedy znacznego wzrostu występowania raka. Niestety, w swoich obliczeniach nie uwzględnili oni istotnej liczby przypadków innego raka skóry niż czerniak!
[…]
Analiza danych jasno wykazała, że statyny mogą spowodować powstanie nowotworów nawet w tak krótkim okresie jak 4 czy 5 lat, jakim był średni czas leczenia statynami w grupie z nowotworem. Tak jak w przypadku raka skóry i raka piersi, rak układu limfatycznego jest łatwy do wykrycia, przynajmniej w porównaniu z nowotworami organów wewnętrznych.
[…]
Jak można odczytać z tabeli 8 A, korzyść z podania statyn, jaką osiągnięto  w badaniach CARE w postaci redukcji liczby zawałów serca, wyniosła 1,1%. Równocześnie straty z powodu wystąpienia raka wyniosły 4,2%.
Jeśli policzyć to jeszcze raz w taki sposób, jak liczą to kierownicy badań, jako ryzyko względne raczej niż absolutne, różnice te są jeszcze bardziej uderzające: 12% mniej zawałów serca, za to 1500% więcej przypadków raka piersi. Jednak nigdy skutków ubocznych nie liczy się w ten sposób.
W ten sposób pokazywane są tylko efekty pozytywne. (Niestety, autorzy nie podali liczby śmiertelnych zawałów serca dla każdej płci z osobna. Liczby w tabelach odnoszą się do obu płci).
[…]
Najciekawszym odkryciem było jednak stwierdzenie braku korelacji między stopniem zwapnienia i poziomem LDL lub jakąkolwiek inną frakcją lipidów. Autorzy badań nie skomentowali tego odkrycia, gdyż oczywiście jest ono wielce niewygodne dla zwolenników koncepcji „Dieta–serce”.
[…]
Wiele badań wykazało, że osoby z wysokim poziomem cholesterolu są zdrowsze pod wieloma względami niż osoby o niskim poziomie cholesterolu.
[…]
Szczegółowe dane ich zdolności do uczenia się, wyciągania wniosków, koncentracji i zmysłu organizacyjnego wykazały, że istniał bezpośredni związek tych możliwości intelektualnych z poziomem cholesterolu – im wyższy był poziom cholesterolu tym bardziej byli psychicznie sprawni
 […]
W związku z tym twierdzenie, że leczenie statynami lub niski poziom cholesterolu chronią przed chorobą Alzheimera nie ma podstaw naukowych, wyniki badań sugerują raczej coś odwrotnego. 
[…]
Doktorzy Willam Kannel i Tavia Gordon, autorzy raportu końcowego, w podsumowaniu napisali: „Wyniki badań wskazują na potrzebę zachowania pewnej ostrożności co do hipotezy łączącej dietę z poziomem cholesterolu w surowicy krwi. Poziom cholesterolu w grupie badań z Framingham wahał się w szerokim zakresie. Tak dużą zmienność poziomu cholesterolu u poszczególnych osób można zapewne wyjaśnić, ale wyjaśnieniem tym nie jest dieta”.
Z nieznanych powodów rezultaty tych badań nigdy nie zostały opublikowane.
Rękopis tych badań ciągle leży w podziemnych archiwach, gdzieś w Waszyngtonie.
[…]
Przeprowadzono dokładne obliczenia na podstawie danych dotyczących 3000 produktów żywnościowych używanych przez Amerykanów. Naukowcy podzielili uczestników badań na trzy grupy według ich poziomów cholesterolu: wysoki, średni i niski. Okazało się, że nie znaleziono żadnej różnicy w ilości każdej z kategorii produktów żywnościowych pomiędzy poszczególnymi grupami badawczymi. Na uwagę zasługuje ponadto fakt, że grupa z niskim poziomem cholesterolu spożywała taką samą ilość tłuszczu nasyconego jak grupa, która miał wysoki poziom cholesterolu
[…]
Podczas gdy po drugiej wojnie światowej śmiertelność z powodu choroby wieńcowej zwiększyła się w większości krajów, w Szwajcarii zmalała. Jeśli spadek ten byłby poprzedzony spadkiem spożycia tłuszczów zwierzęcych, Szwajcaria stałaby się modelem dla służby zdrowia w innych krajach. Zwolennicy koncepcji „Dieta–serce” nigdy jednak o Szwajcarii nie wspominają, ponieważ w czasie, kiedy śmiertelność w tym kraju spadła, spożycie tłuszczów zwierzęcych wzrosło tam o 20%
[…]
Jeśli przeanalizujemy dane tabelaryczne zawarte w publikacji „Dieta i zdrowie”, to dojdziemy się do wniosku, że różnice w wynikach nie były statystycznie istotne i mogły być po prostu dziełem przypadku. Dlaczego autorzy opracowania „Dieta i zdrowie” nie wspomnieli o tym, że ci, którzy mieli zawał, spożywali więcej wielonienasyconych kwasów tłuszczowych?
[…]
Więcej takich badań zostało opublikowanych po ukazaniu się mojego przeglądu.
Wyniki wszystkich tych badań były takie same: nie znaleziono zależności pomiędzy liczbą zachorowań na chorobę wieńcową a ilością spożywanych tłuszczów zwierzęcych, nasyconych
[…]
Jeśli spożywanie tłuszczów nasyconych prowadzi do wysokiego poziomu cholesterolu, a wysoki poziom cholesterolu prowadzi do zwężenia światła tętnic, to ludzie spożywający duże ilości tłuszczów nasyconych powinni mieć zdecydowanie bardziej zaawansowane zmiany miażdżycowe niż ci, którzy stosują się do oficjalnych zaleceń i tłuszczów zwierzęcych nie jedzą. 
Żeby się przekonać, czy jest to prawdą, naukowcy zbadali zmiany miażdżycowe u zmarłych osób, a ich dietę przed zgonem uważnie przeanalizowano i porównano spożycie tłuszczów nasyconych z tymi zmianami. Nie znaleziono żadnego związku. Zmiany miażdżycowe u tych, którzy unikali tłuszczów nasyconych jak trucizny były takie same jak u tych, którzy spożywali bardziej smaczne posiłki, objadając się wręcz dobrym tłuszczem zwierzęcym.
Odkrycia te są zgodne z wynikami „Międzynarodowego projektu badań nad miażdżycą”. W ramach tego programu patologowie z niezwykłą dokładnością przebadali tętnice 20 000 zmarłych osób z 15 różnych grup ludności. Stopień zmian miażdżycowych u zmarłych w różnych krajach porównano z dietą, jaką stosowali. Ponownie nie stwierdzono żadnego związku
[…]
Co więcej, skoro uważa się, że efektem zmniejszonego spożycia tłuszczów nasyconych jest zmniejszony poziom LDL, jest niezwykle ciekawe, że najniższy poziom LDL występował u tych, których spożycie tłuszczów nasyconych zwiększyło się w czasie przeprowadzanych badań. O tym jednak nie wspomniano w opisie badań, ale bardziej dociekliwi czytelnicy mogą zauważyć tę informację, analizując dane w jednej z załączonych tabel.
[…]
Najbardziej zaawansowane zmiany miażdżycowe wystąpiły u tych kobiet, które spożywały najmniej tłuszczów nasyconych i najwięcej węglowodanów oraz tłuszczów wielonienasyconych
[…] 
U mężczyzn w wieku ponad 47 lat poziom cholesterolu nie miał żadnego wpływu na umieralność. Ci, którzy w wieku 48 lat mieli niski poziom cholesterolu, umierali tak samo często jak ci, u których poziom cholesterolu był wysoki.
Tak więc badania z Framingham wykazują, że jeśli mężczyzna osiągnie wiek 47 lat, to w dalszych latach nie ma już znaczenia, czy poziom cholesterolu ma wysoki czy niski.
[…] 
Ich badania pokazały, że u mężczyzn w bardzo zaawansowanym wieku ani wysoki poziom cholesterolu całkowitego, ani też LDL nie stanowił ryzyka zawału serca ani też innej choroby naczyń serca. Zastanawiające jednak jest to, że autorzy tych badań doszli do następującego wniosku: „wyniki badań sugerują, że niekorzystny profil lipidowy powoduje wzrost ryzyka śmiertelności i zachorowań na chorobę wieńcową”.
Niestety, zdarza się to bardzo często. Naukowcy otrzymują wyniki, które zaprzeczają teorii dotyczącej szkodliwości cholesterolu, a mimo to w konkluzji swoich badań piszą, że wyniki ich badań tę teorię potwierdzają. Te mylące konkluzje badań najczęściej są opisywane w podsumowaniu, czyli w tej części artykułu naukowego, która jest najczęściej czytana przez lekarzy i naukowców. Żeby dojść do tych sprzeczności, należy przeczytać artykuł w całości i ze szczególną dokładnością przeanalizować dane zawarte w tabelach.
[…]
Większość badań naukowych przeprowadzanych na ludziach w starszym wieku wskazuje na to, że cholesterol nie stanowi u nich czynnika ryzyka. I rzeczywiście tak jest: starsi ludzie z wysokim poziomem cholesterolu we krwi żyją dłużej niż ludzie z tej samej grupy wiekowej, którzy mają niski poziom cholesterolu. Większość badań naukowych przeprowadzanych na ludziach w starszym wieku wskazuje na to, że cholesterol nie stanowi u nich czynnika ryzyka. I rzeczywiście tak jest: starsi ludzie z wysokim poziomem cholesterolu we krwi żyją dłużej niż ludzie z tej samej grupy wiekowej, którzy mają niski poziom cholesterolu.
[…]
Autorzy badań napisali: „u tych, u których poziom cholesterolu obniżył się samoistnie w ciągu 30 lat obserwacji, ryzyko śmierci było większe niż u tych, u których poziom cholesterolu uległ podwyższeniu”.
Cytując ich raport: „Spadek poziomu cholesterolu we krwi o 1 mg/dl odpowiadał 11-procentowemu wzrostowi chorób serca i ogólnej śmiertelności”. A więc nie tylko ogólna śmiertelność, ale także śmiertelność z powodu chorób serca zwiększyła się. W tym miejscu zatrzymajmy się na chwilę! Przez całe lata mówiono nam, jak ważne jest obniżenie poziomu cholesterolu, żeby zapobiec chorobie wieńcowej serca, a przecież badania z Framingham wskazują coś zgoła przeciwnego: że jeśli poziom cholesterolu samoistnie obniża się – ryzyko śmierci wzrasta! Niewiele osób wie o tych alarmujących faktach, a wyniki tych badań są bardzo rzadko omawiane w opracowaniach medycznych dotyczących cholesterolu i chorób serca. Gorzej… nawet kiedy badania te są brane pod uwagę, to cytuje się je jako popierające koncepcję „Dieta–serce”!
A oto opinia wydana przez Amerykańską Fundację ds. Chorób Serca oraz Narodowy Instytut Chorób Serca, Płuc i Krwi zamieszczona w ich publikacji „Fakty o cholesterolu” :”Wyniki badań z Framingham wskazują, że 1 % obniżenia poziomu cholesterolu odpowiadał 2 % obniżeniu ryzyka wystąpienia choroby wieńcowej” (10).
W cytowanym poprzednio raporcie z tych badań, śmiertelność wzrosła o 11% na każdy 1 mg/dl redukcji poziomu cholesterolu. Mimo to w zacytowanej wyżej opinii stwierdza się coś przeciwnego – że śmiertelność zmniejszyła się.
Można pomyśleć, że wybitni naukowcy, autorzy tego opracowania, odnosili się do różnych raportów z Framingham, bo było ich kilka. Niestety ,w tym przypadku tak nie jest. Okazuje się, że jest to jedna z wielu „pomyłek”. Na przykład: w 1987 r. autorzy badań we Framingham opublikowali nowy raport dotyczący 30-letniego okresu ich obserwacji
Bez zaprezentowania niczego innego prócz skomplikowanych obliczeń statystycznych, ani też bez odniesienia się do ich poprzedniego raportu, stwierdzili: „Najważniejszym ogólnym wynikiem jest ujawnienie całkowitej koncentracji cholesterolu jako czynnika ryzyka wystąpienia choroby wieńcowej u osób starszych”.
Czyż nie jest dziwne, że statek z historią cholesterolu na pokładzie kontynuuje swoją podróż bez żadnej reakcji ze strony załogi lub pasażerów? Tych kilku dociekliwych pasażerów, którzy zauważyli, że statek jest w głębokim przechyle, jest uspokajanych stwierdzeniem kapitana, że to „zaledwie” zderzenie z górą lodową."
--- 
Tłumacz książki Jerzy Zięba zabrał na temat cholesterolu głos wielokrotnie, zwłaszcza w swych prelekcjach, z których część jest dostępna na YT (https://www.youtube.com/watch?v=2tBZBIxpi8chttps://www.youtube.com/watch?v=5Ebw-DX1dbw, ...) i na stronie Autora, pisał o tym obszernie w swej książce Ukryte Terapie cz. 1 (str. 81-141).


Na mojej stronie LepszeZdrowie.info  mamy także szereg artykułów o cholesterolu, np. 
Cholesterol