Okazje dnia

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytelnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytelnictwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 grudnia 2025

Czytanie, pisanie, kolekcjonowanie…

 

zalety książki

Książki są jak towarzystwo,
które człowiek sobie dobiera.
Charles L.  Montesquieu

W końcu udało mi się zrobić kartotekę (bazę) domowej biblioteczki (o takim planie nadmieniłem kiedyś w Generalia i didaskalia,  gdzie wspomniałem też o swojej mini bibliotece poświęconej zdrowiu, ale jej już od lat nie aktualizuję). Wyszło na dziś 2335 pozycji z licznymi szczegółami (kategoria, ilość stron, wydawnictwo, ISBN itp.), przy czym okazało się, że pewne książki mamy w paru wydaniach.
Szereg książek rozdałem, ale przybywają nowe, więc to się zmienia.
Jakie to książki?
Stosunkowo najmniejszy udział ma literatura piękna, chociaż kochamy tę dobrą (jest zalew słabej). Nie tyle kupujemy co raczej pożyczamy, ponieważ z zasady rzadko wracamy do danego tytułu. Jakby z zasady by mieć za to czas na rzeczy, doświadczenia nowe. Ostatnio zacząłem zbierać poezję – w tym przypadku lubię spojrzeć na parę wierszy lub fraszek – dla czystej przyjemności i relaksu – to zabiera niewiele czasu. Niezależnie od planu wydania dwóch książek (jedna zaawansowana) zacząłem i ja pisać wiersze (jest pierwszy zbiorek 6 prób, a drugi w drodze).
Inaczej jest pod kątem kolekcjonowania książek, do których się wraca –  poradników, słowników rożnego rodzaju, przewodników i map, pozycji popularnonaukowych i fachowych, biografii, „białych kruków”, zbiorów anegdot lub złotych myśli oraz albumów. Te ostatnie, których mamy sporo, zarówno sprawiają radość przy oglądaniu jak i zdobią dom (bywają piękne).
Konieczność, a raczej chęć posiadania takiej bazy, wynikła z utraty panowania nad tym, co realnie jest w domu, czy się tylko tak wydaje (pamięć coraz słabsza). Zwłaszcza, że brakuje już miejsca i trudno jest ustalić z pamięci, czy coś faktycznie mamy. To jeszcze nie do końca załatwia sprawę porządku, ponieważ przydałoby się dodanie w bazie rubryki GDZIE co jest. A to z kolei kusi, by wszystko inaczej poustawiać – najlepiej zlokalizować tematycznie (tylko częściowo tak jest). To już praca fizyczna i potrzeba zakupu dodatkowego regału(ów), by książki nie leżały w stosach jedne na drugich… Tylko gdzie postawić te regały? POTRZEBNE JEST NOWE MIESZKANIE/DOM.
Tym bardziej, że do mojej bazy dołączę kiedyś wydawnictwa starsze – głęboko zagrzebane w piwnicy i na działce.

Jeszcze innym powodem tego indeksowania jest … fakt starzenia się i wielce możliwej sytuacji, że zostawię żonę/dzieci z bałaganem. Albo, że sytuacja skłoni nas do sprzedaży części zbioru, wtedy baza ułatwi sformułowanie oferty.

Przyjedzie potem kolej na zbiory czasopism, które nas interesowały w sensie kompletów tematycznych (całe roczniki). Niektóre niszowe i sięgające wiele lat wstecz. Niezależnie od subiektywnie odczuwanej ich wartości, ostatnio syn zaskoczył mnie tym, że nawet stare czasopisma komputerowe nabierają wartości w wymiernym sensie. Byłem zaskoczony, bo to już przebrzmiała technika, ale w tej dziadzinie widocznie „antykami” stają się właśnie materiały już sprzed np. 15 lat. Są na to amatorzy.
Niestety dużo takich czasopism już wcześniej wyrzuciłem na makulaturę…
To pokazuje, że stare nabiera wartości tak jak antyki w ogóle, vintage itp.

Podobnie warto spisać kilkaset płyt, a nawet starych taśm z nagraniami – tu może być kłopot ze sprawdzeniem czy te nagrana nie straciły dopuszczalnej jakości.

To wszystko wymaga sporej pracy (chociaż mam aplikacje które to częściowo ułatwiają), od której odwodzi mnie nie tylko „bieżączka” innych spraw, ale także ciągłe dalsze lektury, które przyciągają jak magnes. A przecież równie wciągające bywają ebooki oraz inne publikacje w sieci.
I coraz większa chęć pozostawienia po sobie śladu w … pisaniu. Duże plany, które realizuję ledwie w paru procentach. Setki przyczynków, nawet sprzed dekad,  do dalszej „obróbki” – tylko kiedy? A do tego dość częsta drobna publicystyka w serwisach społecznościowych – namiastka większych projektów oraz wyrażanie się.

Pozostając przy temacie czytania, wspominam moją Mamę, która do późnych swych lat pochłaniała średnio jedną książkę dziennie. Nie wiem jak to robiła, może to była słynna umiejętność „błyskawicznego czytania”, ale także i pasja.
Moja żona, zupełnie bez związku, podąża podobną drogą. Nie tak rekordowo, ale też czyta bardzo dużo, przy czym jest na bieżąco z tym, co mnie kręci mniej – polityka, tajemnice historii – w dużej mierze także przez lekturę czasopism. Jednym słowem – sawantka.
Tak więc rodzinnie – poprawiamy statystyki czytelnictwa.
Pewnym aspektem jest moja dodatkowa niszowa działalność w przywracaniu pamięci Stefana Garczyńskiego (1920-1993) – pisarza, publicysty, nauczyciela i niezwykłego człowieka … via dedykowana strona StefanGarczynski.pl.
Niestety, ostatnio przeszła dwie awarie i obecnie po ostatnim incydencie jeszcze nie działa w pełni poprawnie oraz straciłem dostęp do pulpitu administratora – mam nadzieję, że przejściowo, ale to wymaga kolejnej pracy. Tam zaszczepiłem kiedyś hasło Wspomóż czytelnictwo.
Smuci mnie, że młodsze pokolenie, także to nasze, ma mniejsze zrozumienie uroku książek drukowanych – to na wskroś pokolenie Internetu.

I na koniec – jeszcze duży zbór zdjęć. Robię ich wiele od lat cyfrowo i to w jakimś sensie jest zachowane, ale chodzi mi o archiwalia analogowe – zbierane przez trzy pokolenia.
Znam osoby, które na takiej bazie stworzyły ciekawe historie rodowe lub przyczynki do historii miasta, regionu lub po prostu historii powszechnej.
Aż takich ambicji nie mam, chociaż jestem nagabywany przez rodzinę na stworzenie jej historii jako nestor oraz autor opisu swego rodu (sięgający 1610 r.) oraz powiązań w serwisie Myheritage.pl
Cóż – bardziej obecnie kręci mnie przyszłość, bo tam spędzę resztę swego życia, a może być ciekawie…
Oj, za dużo na możliwości seniora, chyba że będę właśnie żył „na siłach” jeszcze wiele lat.
---- 

PS. pierwotnie opublikowane tutaj:
Czytanie, pisanie, kolekcjonowanie… – Lapidaria


poniedziałek, 4 listopada 2019

Książki pod strzechy





O, gdybym kiedy dożył tej pociechy,
Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy!

Mickiewiczowskie hasło "książki pod strzechy" miało już wiele prób realizacji.
Opuszczę starsze dzieje, które przysłużyły się w Polsce likwidacji amanfabetyzmu, pora się zająć tym nowszym analfabetyzmem w innej postaci.


Co prawda - czytać to już prawie każdy potrafi (gorzej z pisaniem), ale cywilizacja obrazkowa coraz bardziej odchodzi od słowa drukowanego.
Czytelnictwo książek w Polsce jest coraz niższe. 

W 2018 r. 37 proc. badanych zadeklarowało przeczytanie jednej książki (w 2017 – 38 proc., ta różnica mieści się w granicach błędu statystycznego), 9 proc. przeczytało więcej niż siedem. Kobiety zwyczajowo czytają więcej niż mężczyźni. Najwięcej Polacy czytali, jak pokazują badania, do 2004 r. Potem widać wyraźny odpływ zainteresowania książkami.
Pełniejsze dane znajdziemy w raporcie Biblioteki Narodowej z połowy 2019 r.

Co prawda znalazłem takie zestawienie (zaznaczyłem Polskę i Francję):


Average minutes spent reading books per day, 2015. (Średni czas spędzany na czytaniu książek - dziennie, 2015 r.) Estonia: 13 Finland: 12 Poland: 12 Hungary: 10 Greece: 9 Germany: 7 Luxembourg: 7 Turkey: 7 Belgium: 6 Spain: 6 Netherlands: 6 UK: 6 Serbia: 6 Italy: 5 Romania: 5 France: 2 (Eurostat)

ale to mnie nie pociesza... a zasmuca, że Europa tak się cofa. Np. Francja - niby kolebka europejskiej kultury...

Może trzeba oddać sprawiedliwość wskazując, że sporo czytamy w komputerze (np. ty teraz). na urządzeniach mobilnych. Taki sposób czytania odbywa się jednak w trybie dorywczym, pospiesznym i narażonym na różne rozpraszacze.

Podobnie jest z zalewem różnych czasopism, w większości o błahych treściach, wręcz tabloidowych. Trudno to zaliczyć do czytelnictwa.

Na tym tle pochwalić można kilka inicjatyw. Nie mam na myśli tych odgórnych i rządowych, bo ani akcja Czytaj dziecku codziennie ani działania Instytutu Książki jakoś dotąd nie poprawiają tego obrazu.

Pojawiają się za to działania oddolne, społeczne i prywatne
Pewnie zauważyłeś, że w niektórych kawiarniach i podobnych lokalach właściciele zachęcają klientów by spędzali tam czas... instalując regały z książkami.
Spotykamy coraz więcej (oceniam z perspektywy Warszawy) punktów wymiany książek. Są to różne skrytki, pudła i półki na ulicach, gdzie możesz za darmo wziąć książkę i zostawić swoją przeczytaną lub wg ciebie zbędną w domu.

W mojej okolicy aktywne działa Fundacja Zmiana, która ma przynajmniej dwie akcje: Biblioteki Sąsiedzkie i Książki w Pudle. 
Biblioteki Sąsiedzkie to projekt ogólnopolski, który działa od lipca 2012r. Rozpowszechnia oddolne formy tworzenia bibliotek – jako miejsca nie tylko zbioru książek, ale centra sąsiedzkie, gdzie książki są pretekstem do dyskusji i dalszych działań w małych społecznościach.
Biblioteki Sąsiedzkie to inicjatywa społeczna. która nie korzysta z żadnych stałych dotacji na bieżącą działalność.

W inicjatywie Książki w Pudle, chociaż może się to kojarzyć z owymi pudełkami na ulicy, chodzi o zbieranie książek do bibliotek w zakładach karnych.
"... celem jest, spójna z światem zewnętrznym, edukacja czytelnicza w zakładach karnych w Polsce. Czytanie, pisanie, opowiadanie, to aktywności dostępne dla każdego, od zaraz. Czytając, osadzeni znajdują klucz, który ich umysły wyprowadza poza mury więzienia. Czytanie rozwija komunikatywność, kreatywność i wyobraźnię, poszerza zasób słownictwa, poprawia pamięć i koncentrację,  ale przede wszystkim ma ogromny wpływ na proces resocjalizacji. Słowo daje wolność i zrozumienie swojego losu."
Niezależnie, Fundacja Zmiana udostępnia bezpłatne książki w paru miejscach Warszawy poprzez ekspozycje regałowe.
Także niektóre biblioteki urządzają cykliczne lub stałe pozbywanie się starszych lub nadmiarowych zapasów książek, które można sobie wziąć.
Tak więc "strzechy" mają różne oblicze.
Niewątpliwie także pojedynczy autorzy byliby szczęśliwi gdyby i ich książki trafiały do czytelników.
Pomyślmy zwłaszcza o tych, którzy już nie mogą czynnie działać na tę rzecz - odeszli i zostali w dużej mierze zapomniani.
Przykładem jest Stefan Garczyński (nie ten poeta romantyczny, ale pisarz drugiej połowy XX w.)
W tym duchu wskrzeszenia pamięci i dzieł realizuję projekt przedstawiony na stronie www.StefanGarczynski.pl.

Komunikuję, że właśnie udostępniłem trzeciego ebooka - tym razem na podstawie książki "Razem, ale jak?". Jest darmowy jak i pozostałe.
Jest przede wszystkim książką dla młodzieży. Można ją traktować jako elementarz savoir-vivre, ale nie w szerokim zakresie wszelkiego dobrego zachowania, ale w dziedzinie, która jest bodajże najważniejsza i najbardziej dziś istotna – komunikacji międzyludzkiej.
Jak zjednywać sobie przyjaciół, jak się zaprezentować, a nawet błyszczeć, jak przezwyciężać nieśmiałość i inne swoje wady, jak ciekawie rozmawiać, jak mieć czas na wszystko – to tematy przydatne prywatnie i zawodowo. Savoir-vivre nabiera tu dosłownego znaczenia, zbliża się do pojęcia samokształcenia i samorozwoju.
Więcej o książce i jak ją pozyskać na stronie http://stefangarczynski.pl/utwory/razem-ale-jak/.
Zapraszam!
Leszek Korolkiewicz