Okazje dnia

wtorek, 19 stycznia 2016

Lektury do myślenia



W trakcie świątecznych lektur wróciłem do starszych pozycji ze swych półek. Dziś wymienię „Wiedzę Zakazaną” (Roger Shattuck, Universitas 2001).

Książka jest obecnie już trudno dostępna – czyżby owa wiedza była rzeczywiście zakazana? J
Autor jest niewątpliwym erudytą. Zwłaszcza w zakresie literatury, bo książka jest rodzajem studium literackiego, chociaż – zgodnie z tytułem dotyka też spraw politycznych, filozoficznych, światopoglądowych, naukowych, przyrodniczych itd.
Tym razem pominąłem cały ‘naturalistyczny’ rozdział o markizie de Sade, by sobie nie zniesmaczać odbioru.
Jestem pod wrażeniem tego, że krótki wiersz Emily Dickinson „Urok” (raptem 8  wersów) zasłużył na opis i rozbiór, który zajął spory rozdział. Pokazuje to wnikliwość autora (obejmującą także kontekst), jaką wykazał i przy innych tematach.
Trudno w takim wpisie skomentować tak obszerną książkę, nawet nie mam takiego zamiaru. Zatem raczej powiem czego mi w niej zabrakło.
Wiedza zakazana naturalnie kojarzy się z ezoteryką (która w odróżnieniu od ‘egzoteryki’ zawiera elementy ukrywane). Toteż dziwi, że autor poświecił w rozdziale Okultyzm (a właściwie w dodatku) temu zaledwie parę stron.
Podobnie i w pewnym powiązaniu – nic nie mówi o współczesnych i starszych spiskach: finansjery, ukrytej władzy, fabrykowanej na potrzeby polityki wiedzy i takimż nauczaniu historii, o spisku medycznym, o osadzeniu ludzkości w kontekście kosmicznym, o paradygmatach religijnych, o ezoteryce jako takiej. Można by jeszcze wymienić inne pola poznania, które są chowane przed społeczeństwem. Fakt, że książka która była pisana w 1966 r., nie miała szans na rozpoznanie zjawisk, które są obecnie stymulowane wielkim rozwojem techniki, jak np. mind control, tajne bronie, geoinżynieria, itp. Pewne uzupełnienie znajdziemy w książkach: „Zakazana nauka” (J. Douglas Kenyon – Amber 2008), „Zakazana archeologia” (Michael A. Cremo, Richard L. Thompson – Arche 1998) i podobnych.
W rozdziałach poświeconych granicom i uwarunkowaniom nauki autor dotyka tematu ‘czego nie powinniśmy wiedzieć’ (co zresztą przewija się też i w tematach ogólniejszych).
Przychodzi mi na myśl efekt placebo. Jego siła rośnie wraz z nieświadomością, że jakiś lek de facto nie jest lekiem, a wzmacnia się wraz z wiarą, że działa (co prawda udowodniono też że placebo zadziała i po ujawnieniu prawdy – byle by to nastąpiło po jakimś czasie od zakodowania tej wiary). Zatem w pewnych przypadkach niewiedza jest dla nas korzystna.

Kusi mnie by jeszcze rozwinąć tę myśl w powiązaniu z moim ulubionym tematem zdrowia – chociaż wykraczam poza temat:
To ma niejedno dno.
Wielu nie zdaje sobie sprawy nawet z pierwszego, że medycyna i farmacja wcale nie ma tak czystych intencji, służy raczej sobie niż pacjentom, to biznes. Skutki widać po małej efektywności w uleczeniach, rosnących kosztach i pojawianiu się coraz to nowych chorób.
Drugie to fakt, że większość leków nie działa sama z siebie, ale poprzez efekt placebo.
Trzecie, to że producenci leków i lekarze często o tym wiedzą, ale aby placebo zadziałało, trzeba stworzyć cały teatr pozorów, marketing i odpowiednią edukację pacjentów a nawet lekarzy.
Czwarte, że to wszystko i tak nie ma większego znaczenia, bo można uleczyć się natychmiastowo (kwantowo) - cała rzeczywistość jest energetyczno-informacyjna, a swych przejawach jest "grą teatralną", w której doświadczamy tego, co jest potrzebne duszy do rozwoju, w tym także okresowych cierpień, kontrastów zdrowie-choroba - ale ... to już dyskusyjna wiedza ezoteryczna...
Dziś zakazana, ale może dojrzejemy do niej kiedyś wszyscy?


O ukrywanych faktach z dziedziny medycyny piszę czasami na www.LepszeZdrowie.info 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za komentarz, odpowiadam okresowo. Mój komunikator: http://bit.ly/ToJestWOW